Iwonka od zawsze pięknie gotowała i piekła. Rodzinne obiady, urodziny znajomych, firmowe piątki — wszędzie lądowały jej ciastka i wszędzie znikały pierwsze. „Zrób z tego coś więcej" — słyszała tak często, że w końcu potraktowała to serio.
„Piekłam po nocach, sprzedawałam sąsiadom, a rano wracałam do pracy. Aż pewnego dnia zamówień było więcej niż godzin w dobie."
Wzięła się w garść: zamieniła domową kuchnię w małą pracownię, dopracowała receptury i nazwała markę tak, jak brzmią jej ciastka — Chrupkie. Zaczęło się od kilku smaków i jednego pieca.
Dziś Chrupkie piecze świeżo każdego dnia, dowozi w kilkunastu miastach i osładza wesela oraz firmowe imprezy. A Iwonka? Świetnie sobie radzi — i wciąż sama testuje każdy nowy smak, zanim trafi do rozpiski.